Pozycjonowanie we własnym zakresie – cz. 2

Wracajmy jednak bliżej pozycjonowania właściwego. Nie da się ukryć, że każdy dbający o oglądalność swojej witryny szybko napotka hasło „pozycjonowanie”. Po lepszym lub gorszym poznaniu tematu z pewnością zacznie stosować „poprawianie wyników”.

I właściwie po wstępnym zapoznaniu się z SEO przychodzi najtrudniejszy moment decydujący często o przyszłości człowieka i jego strony. Można by wyodrębnić trzy ogólne typy zachowań. Pierwszym będzie grupa ludzi, którzy stwierdzą, że to całe SEŁO to nie dla nich i albo przestaną zajmować się stroną, albo (szczególnie, jeżeli osiągają z niej realne korzyści) będą szukać płatnej usługi. Takie zachowanie jest logiczne i konsekwentne (nie robię tego, czego nie rozumiem), jednak czasami nie trzeba dużo, by posunąć się krok dalej, a całkowity brak znajomości tematu może skończyć się na zatrudnieniu osób niekompetentnych.

Druga grupa ludzi (przyznam, że tych szanuję najbardziej), w miarę możliwości będzie poznawała techniki SEO i wdrażała je w swoim serwisie. Pamiętając jednak, że priorytetem jest serwis, jego zawartość, użytkownicy lub klienci, a nie pozycja w Google. Taki człowiek nie wrzuci 3 systemów do stopki na całym serwisie i nie podłączy DMOZA do subdomeny. Postępując nawet nieco zachowawczo w konsekwencji i dłuższej perspektywie czasowej zyska względem kolejnej grupy(którą opiszę poniżej).

tablet-184888_640

Np.: czytając forum nie pozna jednoznacznej opinii dot. systemów wymiany linków, jednak może dojść do wniosku, że coś w tym jest. Co może zrobić? Na przykład przeznaczyć pod linki np.: forum na subdomenie – jeden system ze stopki z pewnością nie zaszkodzi, a mniejszy niż u konkurencji udział linków z systemu może okazać się zbawienny przy czkawce systemu czy zmianach algo. Postępując spokojnie i konsekwentnie po 12-24 miesiącach będzie mógł spokojnie gonić czołówkę nawet tę pozycjonowaną za niemałe pieniądze. Nie spiesząc się, lepiej dobierze frazy i nie zapełni 1800 QLWebów idiotyczną frazą. A więc i katalogowanie jak najbardziej tak, ale w rozsądnym tempie.

Trzecia grupa (niestety chyba najliczniejsza), co tylko pozna, lub uzna, że poznała jakiś element, rzuci się na niego i „pożre w całości”. Pomijając konsekwencje filtrów i sandboxów, pozycjonującym „na szybko” i całą energią, może przydarzyć się milion przygód między innymi takich jak: brak miejsca na nowe linki (np.: wspomniane wcześniej QLWeby wypełnione hasłem nie przynoszącym ruchu), znaczny spadek pozycji (abstrahując od filtrów) w wyniku osłabienia sytemu linkującego, znacznego zmniejszenia przyrostu linków, wrzucenia mod_rewrita bez przekierowania starych adresów, zoptymalizowania „na siłę” całej treści wyłącznie pod SEO itp. Oczywiście taki ktoś może mieć szczęście i przebrnąć przez to wszystko bez szkody dla serwisu – wtedy staje się „niebezpiecznym dla otoczenia” pseudo-ekspertem.

4 Responses to “Pozycjonowanie we własnym zakresie – cz. 2

  • Mądre słowa, jak czegoś nie umiemy to lepiej zostawmy to ekspertom – tylko tym którzy mają podkładkę w certyfikatach Google itp.

    Aczkolwiek sami jesteśmy w stanie się wszystkiego nauczyć.
    Wszystko zależy od podejścia do tematu!

    Świetny artykuł!

  • Andrzej
    2 lata ago

    Masz dużo racji Ewa.
    Jednak ekspert ekspertowi nie równy, dlatego warto pogłębiać swoją wiedzę z wielu zakresów, byśmy chociaż wiedzieli o czym rozmawiamy z „ekspertem” tudzież ekspertem.
    Pozdrawiam.

  • Katarzyna
    2 lata ago

    Widzę, że Andrzej masz talent do używania słów kluczowych 😉 Odwołując się do artykułu – przede wszystkim umiar i konsekwencja, nauka jest dla ludzi, ale nie zapominajmy, że jedna książka nie czyni z nas fachowca.

  • Bardzo fajny artykuł, zgadzam się 🙂 Myślę jednak że wszystko jest nauczalne i po pewnym czasie sami możemy pozycjonować strony, jednak wymaga to ogromnego nakładu wiedzy i czasu, więc chyba tutaj zaczynają się schody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*